Hipnoza i słodycze to temat, który wielu osobom kojarzy się przede wszystkim z uzależnieniem od cukru lub trudnościami dziecka z jedzeniem. Tymczasem podczas pracy hipnoterapeutycznej czasami odkrywamy, że źródło problemu znajduje się w zupełnie innym miejscu.
Wielu rodziców doświadcza sytuacji, w której wie, co byłoby najlepsze dla dziecka, a mimo to w decydującym momencie nie potrafi postawić granicy. Rozsądek podpowiada jedno, a wewnętrznie pojawia się coś znacznie silniejszego, co sprawia, że po raz kolejny zapada decyzja sprzeczna z własnymi przekonaniami.
Za taką trudnością mogą kryć się bardzo różne historie. W tym artykule opisuję jedną z sesji hipnoterapeutycznych, która pokazuje jeden z możliwych mechanizmów psychologicznych. Nie jest to uniwersalne wyjaśnienie każdego przypadku, lecz opowieść o tym, jak doświadczenia zapisane w psychice rodzica mogą wpływać na relację z dzieckiem i na trudność w stawianiu granic.
Dlaczego czasami tak trudno postawić dziecku granicę?
Rodzice bardzo często zgłaszają się do gabinetu z przekonaniem, że problem dotyczy dziecka. Opowiadają o trudnościach z jedzeniem, wybuchach złości, lękach, problemach z koncentracją albo zachowaniach, których od dawna nie potrafią zrozumieć. Szukają sposobu, aby pomóc swojemu dziecku, znaleźć rozwiązanie i odzyskać spokój w codziennym życiu.
W czasie pracy terapeutycznej coraz częściej przekonuję się, że droga do rozwiązania nie zawsze prowadzi przez zachowanie dziecka. Nierzadko psychika odsłania historię, która rozpoczęła się wiele lat wcześniej i należy do rodzica. To właśnie dlatego tak bardzo cenię pracę z hipnozą.
Człowiek przychodzi do gabinetu z jednym problemem, a jego psychika prowadzi go dokładnie tam, gdzie od dawna czeka coś znacznie ważniejszego. Nigdy nie wiem, dokąd zaprowadzi nas ten proces. Za każdym razem z ogromnym szacunkiem obserwuję, jak mądrość wewnętrzna człowieka odnajduje drogę do miejsca, które najbardziej potrzebuje zostać zobaczone.
Jedna z takich sesji szczególnie zapadła mi w pamięć.
Historia, która zaczęła się wiele lat wcześniej
Przyszła do mnie kobieta, która od kilku lat czuła się zupełnie bezradna wobec swojego młodszego syna. Chłopiec jadł właściwie tylko dwie lub trzy wybrane potrawy. Jeżeli nie było ich w domu, potrafił powiedzieć, że nie jest głodny i przez cały dzień w zasadzie nie sięgał po żaden posiłek. Za to wokół słodyczy pojawiało się ogromne zainteresowanie. Każde wyjście z domu stawało się okazją do kupienia czegoś słodkiego. Batonik, ciastko, drożdżówka, cukierki. Z czasem niemal całe jego dzieciństwo zaczęło krążyć wokół poszukiwania kolejnych słodkich przyjemności.
Matka bardzo świadomie dbała o zdrowe odżywianie. Wiedziała, czego potrzebuje rozwijający się organizm dziecka. Rozumiała, jak ważne są regularne posiłki, warzywa, białko i dobre nawyki. Jednocześnie za każdym razem, kiedy próbowała powiedzieć „dzisiaj już wystarczy”, czuła, jakby traciła pod nogami grunt. Pojawiało się napięcie, po chwili ustępowała, kupowała kolejną rzecz — i wracała do domu z poczuciem winy, z przekonaniem, że znowu zabrakło jej konsekwencji.
Opowiadała o tym z ogromnym smutkiem.
– Wiem, że to mu nie służy. Wiem, że robię źle. A jednak w środku jest coś silniejszego ode mnie. Jak tylko chcę postawić granicę, natychmiast mięknę.
To zdanie bardzo mnie poruszyło. Osoby, które przychodzą do gabinetu, zazwyczaj doskonale wiedzą, co chciałyby zrobić. Problem bardzo rzadko wynika z braku wiedzy. Najczęściej wynika z tego, że jakaś część psychiki nie pozwala postąpić inaczej.
Podróż w głąb – głód małej dziewczynki
Podczas sesji hipnozy bardzo szybko pojawiły się wspomnienia z dzieciństwa. Zobaczyła siebie jako małą dziewczynkę wychowującą się w domu, w którym pieniędzy wystarczało przede wszystkim na to, co konieczne. Rodzice bardzo ciężko pracowali i robili wszystko, aby dzieci miały co jeść. Jedzenie miało dawać siłę do życia. W codzienności było dużo odpowiedzialności, oszczędzania i kontroli.
Przyjemności zdarzały się rzadko. Kiedy od czasu do czasu ktoś podarował dzieciom torebkę cukierków, czuła ogromną radość. Jak każde dziecko chciała wierzyć, że tym razem będzie mogła cieszyć się nimi tak długo, jak tylko zapragnie. Dostawała jednego cukierka, a reszta rodzice gdzieś chowali. To wspomnienie niosło w sobie smutek, jednak prawdziwy przełom dopiero miał nadejść.
Po chwili pojawiła się kolejna scena. Miała osiem albo dziewięć lat i szła do niewielkiego sklepu po chleb, jajka i kilka produktów potrzebnych do domu — jedynego dobrze zaopatrzonego sklepu w okolicy. Pamiętała go bardzo dokładnie. Kolorowe lizaki, czekolady, cukierki, drożdżówki, ciastka — całe półki uginały się od rzeczy, które dla dziecka były czymś niezwykłym. Stała przed nimi i patrzyła z zachwytem.
Wtedy przypomniała sobie coś, o czym przez całe dorosłe życie nie myślała. Za każdym razem, kiedy wchodziła do tego sklepu, wyobrażała sobie, że ma magiczną różdżkę. Jednym ruchem zatrzymuje czas — ludzie nieruchomieją, świat zamiera, nikt niczego nie widzi. A ona może spokojnie podejść do półek i wreszcie wziąć wszystko, czego zapragnie. Może zjeść wszystkie cukierki, wszystkie czekolady, wszystkie drożdżówki. Może jeść tak długo, aż wreszcie poczuje, że wystarczy.
Opowiadając o tej scenie, nagle zamilkła. Po chwili z jej wnętrza wydobył się głęboki szloch.
Tamta dziewczynka wcale nie tęskniła wyłącznie za cukierkami. Pragnęła dziecięcej lekkości, radości, beztroski — możliwości cieszenia się czymś tylko dlatego, że coś sprawia przyjemność. Dla dziecka słodycze bardzo często stają się czymś znacznie większym niż jedzeniem. Są smakiem świętowania, nagrody, zachwytu i dziecięcej swobody. Są chwilą, w której świat staje się odrobinę lżejszy.
Kiedy ta kobieta płakała, czułam, że po raz pierwszy od wielu lat naprawdę spotkała swoją małą dziewczynkę — nie tę z fotografii ani z opowieści, ale tę, która nadal stała przed sklepową półką i z całych sił marzyła o tym, żeby choć raz w życiu móc nasycić swój dziecięcy głód.
Kiedy przeszłość spotyka teraźniejszość
Płacz powoli cichł. W gabinecie zapanowała cisza. Po chwili powiedziała bardzo cicho:
– Przecież ja całe życie próbowałam nakarmić tę dziewczynkę …
To zdanie otworzyło przed nami kolejne drzwi. Zaczęła przyglądać się relacji ze swoim synem z zupełnie innej perspektywy. Przypominała sobie wszystkie sytuacje, kiedy wracali ze szkoły, byli na spacerze albo robili zakupy. Wystarczyło, że poprosił o coś słodkiego. W jej wnętrzu natychmiast odzywało się poruszenie. Miała wrażenie, że odmowa byłaby czymś okrutnym. Jak można odmówić dziecku czegoś, co sprawia mu tyle radości? Jak można powiedzieć „nie”, kiedy ono patrzy z takim zachwytem na półkę pełną słodyczy?
W tamtym momencie po raz pierwszy zobaczyła, że te uczucia nie należały wyłącznie do teraźniejszości. To była pamięć. Pamięć małej dziewczynki, która przez lata stała przed sklepową półką i marzyła o tym, żeby choć raz móc wybrać wszystko, na co ma ochotę.
Zrozumiała, że dotychczas patrzyła na swojego syna przez oczy tamtego dziecka. Kiedy kupowała mu kolejne słodycze, jej serce cieszyło się razem z nim. Kiedy pozwalała mu wybierać kolejne batoniki, kolejne ciastka czy drożdżówki, miała poczucie, że wydarza się coś dobrego — jakby wreszcie ktoś pozwolił tamtej małej dziewczynce przeżyć dzieciństwo, którego tak bardzo pragnęła.
Dopiero teraz zobaczyła, że od wielu lat próbowała zaspokoić własny głód poprzez swojego syna. To odkrycie przyszło z ogromną łagodnością. Nie było w nim ani poczucia winy, ani oskarżania siebie — pojawiło się głębokie zrozumienie. Psychika od wielu lat próbowała dokończyć historię, która kiedyś została zatrzymana. Robiła to w jedyny sposób, jaki wtedy potrafiła.
Każde z nich odzyskało swoje miejsce
Najpiękniejszy moment tej sesji wydarzył się chwilę później. Kobieta spojrzała na swojego syna w wyobraźni i po raz pierwszy zobaczyła go jako chłopca z własną historią, własnymi potrzebami, własnymi doświadczeniami.
Wtedy wewnętrznie zwróciła się do niego i go przeprosiła. Powiedziała, że przez długi czas patrzyła na niego przez pryzmat własnego dzieciństwa. Z ogromnej miłości próbowała dać mu to, czego sama kiedyś nie dostała i dlatego tak trudno było jej postawić granicę.
Potem odwróciła się w stronę swojej małej dziewczynki, przytuliła ją, pozwoliła jej płakać i opowiedzieć o wszystkim, czego przez tyle lat nie miała komu powiedzieć. Po raz pierwszy nie próbowała jej uciszyć ani przekonać, że już jest dorosła i powinna sobie poradzić — po prostu z nią była.
To był moment niezwykle głębokiego spotkania — kobiety z własnym wewnętrznym dzieckiem.
Dopiero wtedy mogła poczuć, że te dwie historie naprawdę się rozdzielają. Jej wewnętrzna dziewczynka przestała potrzebować syna, aby ktoś wreszcie nakarmił jej dziecięcy głód. Syn odzyskał swoje miejsce i przestał nieświadomie pełnić rolę, która nigdy do niego nie należała.
A ona odzyskała coś niezwykle ważnego – sprawczość.
Po tej sesji zaczęły pojawiać się pierwsze zmiany. Syn coraz częściej sięgał po zwyczajne posiłki, pojawiła się w nim ciekawość nowych smaków, z większą otwartością próbował rzeczy, których wcześniej nawet nie chciał dotknąć. Atmosfera wokół jedzenia zaczęła się wyciszać.
Kiedy dziecko może być po prostu dzieckiem
Ta sesja po raz kolejny przypomniała mi, że dzieci bardzo często pokazują nam miejsca w naszej psychice, które od dawna czekają na uwagę. Zachowanie dziecka staje się wtedy czymś więcej niż trudnością wychowawczą — staje się zaproszeniem do spotkania z własną historią.
Psychika ma niezwykłą mądrość. Potrafi przez długi czas chronić człowieka przed tym, co kiedyś było zbyt trudne do przeżycia, a jednocześnie nieustannie szuka możliwości dokończenia tego, co pozostało otwarte. Robi to czasem poprzez ciało, czasem poprzez relacje, czasem poprzez powracające sytuacje, które wydają się całkowicie niezrozumiałe — a czasem zaprasza nas do spotkania z własną historią właśnie poprzez relację z dzieckiem.
Dzieci uwolnione od niesienia nieprzepracowanych części swoich rodziców odzyskują przestrzeń, aby żyć własnym życiem. Przestają dźwigać cudzy głód, cudzą tęsknotę i cudzą historię — i mogą wreszcie doświadczać świata w sposób, który należy wyłącznie do nich.
Każda sesja hipnozy przypomina mi, że prawdziwa zmiana rzadko zaczyna się od walki z objawem. Zaczyna się od spotkania z człowiekiem, z jego historią, z jego wewnętrznym światem. To właśnie tam rodzi się przemiana, która z czasem obejmuje kolejne obszary życia i prowadzi do zmian, których na początku nikt nie potrafił przewidzieć.
Jeśli to, co piszę, rezonuje z Tobą i potrzebujesz realnej zmiany w swoim życiu — zapraszam na sesję.
Uliana Budzińska
psycholożka • hipnoterapeutka • wielowymiarowa terapeutka
