You are currently viewing Konkurs na najpiękniejszą pleśń
Screenshot

Konkurs na najpiękniejszą pleśń

Czy pleśń może być piękna?

Oto jest pytanie.

Przygotowując przekąskę z truskawek, znalazłam w koszyku jedną wyjątkowo dorodną sztukę. Truskawkę w aksamitnym futerku z pleśni.

Pleśń ma w sobie coś z chmurki, waty, futra, mchu. Coś miękkiego, delikatnego. Jakby z czułością otulała swoją nową przyjaciółkę.

Patrzę na nią i trochę się uśmiecham, bo kiedyś taka truskawka wzbudziłaby we mnie wyłącznie odruch: „fuj, wyrzucić natychmiast”.

Stopniowo zachodzi we mnie zmiana – taka, która chyba przychodzi z wiekiem, że zaciekawiam się procesem przemiany i metamorfozy. Jeśli coś zmienia swoją postać, nie oznacza, że jest gorsze . Po prostu ma inną funkcję.

Pleśń to przecież życie.
Grzyb.
Forma istnienia.

Czasem ma niezwykłe kształty, miękkość, kolory, strukturę. Jest w tym coś, co budzi we mnie pokorę wobec tego, jak nieprawdopodobnie kreatywna jest natura.

Patrzę na te dwie truskawki leżące obok siebie na dłoni. Jedna stanie się pokarmem dla ludzi. Druga stanie się pokarmem dla Ziemi na kompoście.

I okazuje się, że obie są potrzebne. Obie uczestniczą w tym samym wielkim obiegu życia.

Pomyślałam też o tym, jak często my, ludzie, patrzymy na przemianę jak na porażkę.
Na starzenie jak na stratę.
Na rozpad jak na koniec.

A przecież w naturze rozkład nie jest przeciwieństwem życia. Jest jego częścią. Bez rozkładu nie byłoby gleby. Bez gleby nie byłoby nowych owoców. Bez przemiany nie byłoby ciągłości.

Gdy w koszyku na owoce i warzywa znajdę pomidor lub ogórek o niezwykłej urodzie pleśniowej to czasem sobie wyobrażam, że szykują się one na bal przebierańców. Coś w rodzaju kompostowego Halloween.

*****

A propos konkursów…

Pamiętam jeszcze podstawówkę i lekcję biologii. Mieliśmy hodować pleśń w słoikach. Były za to wystawiane oceny.

Wygrywał ten, kto wyhodował najpiękniejszą.

Pamiętam swoje oburzenie, bo moja pleśń była wyjątkowo nieambitna i rosła bez przekonania.

Ktoś dostał szóstkę za imponujący rozrost życia. A ja zostałam z mizernym maleństwem.

Dzisiaj już nie czekam na ocenę.

Po prostu czasem znajduję w domu własne eksponaty i z czułością myślę: „Ach, to będzie pyszny deser dla ziemi – prawdziwy bankiet na kompostowniku”.

PS. W jury zasiadły: grzybnia, bakterie oraz przedstawicielka kompostownika. Konkurencja była zacięta.

Komisja konkursowa doceniła:
– wyjątkową strukturę futerka
– odwagę w przemianie
– wysoką świadomość ekologiczną
– wkład w przyszłość ekosystemu

Laureatka już wkrótce rozpocznie współpracę z sektorem kompostowo-glebowym.