O procesie hipnoterapeutycznym i wielkiej przemianie – podróży, która zaczęła się w teraźniejszości, a poprowadziła poprzez odległe wcielenia.
W tekście pojawiają się wątki traumy dziecięcej, przemocy i nadużyć seksualnych. Obok opisanych fragmentów z sesji krótko tłumaczę także, jaki psychologiczny lub energetyczny proces może wtedy zachodzić.
Jeżeli czujesz, że to nie jest dla Ciebie dobry moment na takie treści— zadbaj o siebie i nie czytaj dalej.
Hipnoza regresyjna i pamięć poprzednich wcieleń
Zdarza się, że proces w hipnozie sięga głębiej niż obecne życie osoby. Czasem otwiera się przestrzeń rodowa a czasem wcieleniowa.
To, czy wcielenia istnieją — nie jest tematem tego tekstu. Nie ma jeszcze badań, które by to rozstrzygały. Ale jest coś, co widzę w gabinecie na co dzień: namacalne zmiany w ludziach, którzy przez tę pracę przeszli. I to dla mnie jest wystarczające.
Opowiem Ci o jednej z takich podróży.
Klientka wyraziła świadomą zgodę na publikację. Jednocześnie wszystkie szczegóły, które mogłyby pozwolić ją rozpoznać, zostały zmienione lub pominięte tak, aby zachować pełną anonimowość i bezpieczeństwo. Pozostaję w wielkiej wdzięczności klientce za jej odwagę — bo takie świadectwa mogą dotrzeć do tych, którzy noszą w sobie podobne kawałki historii.
𝐏𝐨𝐜𝐳ą𝐭𝐞𝐤: 𝐮𝐧𝐢𝐞𝐫𝐮𝐜𝐡𝐨𝐦𝐢𝐞𝐧𝐢𝐞
Kobieta zgłosiła się do mnie po poważnej kontuzji. Bardzo powoli powracała ona do zdrowia. Wiedziała, że musi ćwiczyć, rehabilitować się — i nie była w stanie tego zrobić. Siła, którą znała całe życie, gdzieś zniknęła.
Nie rozumiała tego. Przez większość życia była osobą bardzo sprawczą, silną, pełną energii. Nie znała słów „nie dam rady” – aż do czasu unieruchomienia. Od dłuższego czasu doświadczała bezradności, słabości i tego, że potrzebuje wsparcia i opieki innych.
I to właśnie ta bezradność stała się pomostem do wędrówki w głąb siebie. Klientka przeniosła się do miejsca, w którym była jako małe, bezradne i bezbronne dziecko. Dziecko, które było nadużywane seksualnie.
𝐑𝐨𝐳𝐦𝐫𝐚𝐳̇𝐚𝐧𝐢𝐞
Kobieta od lat pracowała z traumą nadużycia seksualnego przez wujka. Trauma była przedwerbalna, z wieku, gdy dziecko nie umiało jeszcze mówić. Docieranie do tak głębokich i pierwotnych zapisów zachodziło stopniowo poprzez pracę z ciałem, oddechem, masażami, terapią traumy itd. Integracja tego rodzaju traumy jest długoletnim procesem.
Proces hipnoterapii, który tutaj opisuję był już domykającym etapem jej wieloletniej pracy nad sobą w tym temacie.
Na jednej z sesji hipnozy podczas wewnętrznej wędrówki do swojej dziewczynki — kontaktując się z ciałem, oddechem, pozwalaniem sobie na czucie — zaczął pojawiać się lęk, a potem wyłonił się niezrozumiały obraz.
„Ktoś na mnie sika” – powiedziała. Po chwili dotarło do niej, że „siku” widziane oczami dziecka, to był wytrysk. I zaczęła głęboko płakać. I to rozróżnienie — otworzyło przepaść.
[Dziecko widzi i rozumie zupełnie co innego niż to, co naprawdę się dzieje. Dlatego często obrazy, które wyłaniają się z nieświadomości mogą być niejasne dla dorosłej osoby. Nie zawsze trzeba wiedzieć co one dokładnie oznaczają, transformacja dzieje się poza logicznym umysłem.]
W pewnym momencie położyła swoją dłoń na szyi i czuła jak ona coraz bardziej się zaciska. Jak by jakaś obca siła chciała ją udusić.
[Najprawdopodobniej ciało pamiętało takie doświadczenie. Kobieta kładąc własną dłoń na szyi mogła uwolnić zamrożoną energię w ciele.]
Powiedziała: „Duszę się”. A potem: „Jestem poza ciałem. Unoszę się nad nim i patrzę jak by z góry”.
[W psychologii traumy nazywamy to dysocjacją. Językiem energetycznym – o odszczepionej cząstce duszy, która nie może powrócić do ciała. Integracja polega między innymi na tym, żeby te zdysocjowane kawałki przywrócić z powrotem do życia.]
𝐙𝐛𝐫𝐨𝐣𝐚
Potem przyszła nienawiść. Potężna, zalewająca fala nienawiści do własnego ciała.
[Gdyby zajrzeć za kulisy tego mechanizmu — pod spodem to nie jest nienawiść dziewczynki do siebie. Jest to nienawiść sprawcy, którą dziecko odczuwa i odbiera jaka swoją własną. Sprawca podczas gwałtu nosi w sobie mieszankę potężnych emocji, impulsów – obrzydzenie, podniecenie, wstyd, nienawiść, lęk — bo sam kiedyś był ofiarą. Nikt nie zostaje katem, jeśli sam nie doświadczył czegoś bezlitosnego. I to wszystko — cały ten ból i emocjonalna trucizna ląduje w dziecku. Warto pamiętać, że dziecko w tym wszystkim pozostaje absolutnie niewinne! A pojawiające się poczucie winy trzeba oddać spawcy.]
Kobieta poczuła, jak razem z tą falą nienawiści opuszcza ją życie. Jakby duch wyszedł z jej ciała. Nastąpiła pustka.
Gdy z kolejną falą powróciła do ciała – zastała tam stalową, twardą zbroję pokrywającą całe ciało. Twierdza nie do zdobycia.
[ Tu ruchamiają się kolejne mechanizmy obronne i organizm robi wszystko, co potrafi, żeby przeżyć. A ceną bywa to, że na bardzo wczesnym etapie życia powstaje nowa tożsamość – zbudowana na ruinach. Zbudowana na miejscu, gdzie kiedyś była miękkość, wrażliwość, delikatność, ciekawość i życie. Dla większej klarowności posłużę się tutaj metaforą rozkwitu róży – gdy ogląda się na filmie w zwolnionym tempie jak rozkwita róża — jej płatki otwierają się stopniowo na życie — tak po traumie płatek za płatkiem życie się zamyka i wycofuje w głębiny nieświadomości.]
Stając się rycerzem w zbroi, z głębin duszy kobieta usłyszała potężne zaklęcie – przysięgę, którą wtedy złożyła sama przed sobą:
„Już nigdy w życiu nic nie poczuję!” Skoro czucie oznacza śmierć — to przestaję czuć.
[Takie dziecięce postanowienia mają potężną moc. Jest to bazowy program wgrany na dysk twardy naszego mózgu. Na jego podstawie tworzy się późniejszy obraz siebie i świata. Dlatego dotarcie do pierwotnych „przysiąg” może być bardzo uzdrawiające.]
„Nie dopuszczę do siebie /nie wpuszczę do siebie żadnego mężczyzny” – ten głos usłyszała jakby z głębin swojej miednicy.
[ Kobieta mogła odczuć na sobie moc przysięgi, gdzie przez całe jej dotychczasowe życie jest ciało było „niezniszczalne”, bez czucia – niczym stal. Wiele rzeczy zaczęło jej się układać. Widziała siebie jako chłopczycę, później walczącą feministką, borykającą się z raniącymi związkami. Była odcięta od doświadczania przyjemności, seksualności i bliskości. Niosła w środku głęboką nienawiść do mężczyzn.]
𝐍𝐢𝐞𝐧𝐚𝐰𝐢𝐬́𝐜́ 𝐰 𝐠𝐞𝐧𝐚𝐜𝐡
Kobieta poczuła, że ta nienawiść jest starsza niż ona.
„Nienawiść do mężczyzn jest w moich genach” – powiedziała.
Zobaczyła wyraźnie obraz babci. Babci, która przeżyła wojenne, masowe gwałty, która nosiła w sobie brutalność nie do opisania słowami. Według słów rodziny babcia wyżywała się później na własnych dzieciach.
Ta druzgocąca nienawiść była żywa – przekazywana z pokolenia na pokolenie, niczym przewracające się kostki domina.
***
Nagle nastąpił przeskok świadomości. Kobieta przeniosła się do jakichś starych czasów. Zobaczyła małego chłopca i wiedziała, że nim jest. Był w wojowniczym plemieniu, szkolony do zabijania od najwcześniejszych lat. Traktowany był w sposób okrutny. Przeżywali tylko najsilniejsi. Nieczucie było warunkiem przetrwania. „Bycie posłusznym robotem”- stało się jedyną możliwą tożsamością.
W pewnym momencie ten chłopiec — już jako dorosły — otrzymał rozkaz, aby zabić buntowników i zniszczyć osadę. Pośród tych ludzi spotkał własną matkę. I wykonał rozkaz.
A potem… coś w środku pękło — kiedy zabija się bezwzględnie własną matkę, to jest to cios dla duszy. Kobieta doświadczała przeraźliwego bólu ciała, całego swojego istnienia, płacząc mówiła, że przechodzi przez katusze, a ciężar poczucia winy jest istnym piekłem.
𝐊𝐨𝐛𝐢𝐞𝐭𝐚, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐚 𝐮𝐦𝐢𝐞𝐫𝐚 podczas porodu
Kolejna scena, która się pokazała — to była rodząca kobieta. Kobieta wykrwawiała się na śmierć nie mogąc urodzić dziecka. Klientka mówiła, że czuje, że jest tą kobietą, a obecne dziecko w jej łonie było matką w poprzednim wcieleniu. Klientka czuła potężny kamień w swoim brzuchu. Brzuch był twardy i napięty. Jej ciało otworzyło się jak do porodu, a ona swoim wydechem próbowała wypchnąć „dziecko” na zewnątrz. Ten „poród” w gabinecie trwał bardzo długo. Było to rozmrażanie bólu, przerażenia, bezsilności, złości, rozpaczy.
Przyszło wtedy pewne zrozumienie — jakby dusza odrabiała lekcję na innym poziomie, jak by karma się wyrównywała…
Podczas rodzenia i powolnego umierania gromadziła się nienawiść w brzuchu – do dzieci, do życia. Powstał zapis: „życie równa się śmierć”.
To głębokie doświadczenie traumy narodzin połączyło kolejne elementy życiowej układanki klientki. W jej realnym życiu poród własnego dziecka był doświadczeniem otarcia się o śmierć. Zostali uratowani przez lekarzy, a dziecko dochodziło do siebie przez długi czas w inkubatorze.
Tę traumę kobieta przepracowała już lata temu. A podczas hipnozy zobaczyła prawdopodobnie głębszą historię przyczynowo-skutkową. Czasem inna perspektywa pomaga wyjść z roli ofiary i otworzyć się na dar i mądrość trudnych doświadczeń, które niesie życie.
𝐎𝐭𝐜𝐡łań
Następnie klientka zobaczyła taką scenę — jest lekarką-akuszerką, mistrzynią aborcji. Usuwała bezlitośnie dzieci z kobiecego łona. Była w tym doskonała i bezwzględna.
Klientka czując w sobie tą lekarkę, widziała jak usuwa z pogardą płód z macicy czując jednocześnie nienawiść do życia. Miała poczucie, że życie jest kruche i nic nie warte. I że to ona panuje nad życiem. Jest niczym Bóg, ponad życiem. Było w tym coś odurzającego. „Mogę zatrzymać życie. Mam większą moc niż życie samo.”
Proces toczył się dalej i ta omnipotencja i triumf nad mizernym życiem zaczęły się rozpadać. Pojawiło się doświadczenie totalnej destrukcji. Jakby nie było już nikogo – nie ciała, nie uczuć. Tylko otchłań, nicość i przerażająca pustka. Wylądowała na dnie spirali życia.
𝐏𝐫𝐳𝐞𝐛𝐮𝐝𝐳𝐞𝐧𝐢𝐞
I wtedy wydarzyło się coś, czego się nie spodziewała.
Będąc nicością — głęboko zjednoczona ze śmiercią każdą swoją komórką, każdym atomem swojego istnienia — odkryła, że już nie boi się śmierci. Jest śmiercią.
Wtedy przyszła kolejna fala świadomości. Skoro nie bała się już śmierci, to mogła bez lęku przywitać życie. Powiedziała cicho, zaskoczona samą sobą: „ O jej, ja chyba zaczynam kochać to życie.”
Jej ciało wypełniło się wibracjami, światłem, falami ciepła i odwagą do czucia siebie na nowo. Czuła, że staje się esencją życia. Przechodząc tak długą drogę jej dusza poznała czym jest Nie-życie. A teraz mogła już scalać różne fragmenty doświadczeń się w jeden spójny obraz.
Jej uwaga skierowała się ku miednicy. Ku waginie. I poczuła jak przez nią wlewa się do jej brzucha strumień światła — i niebiański zapach kwiatów, rozlewający się od środka. Jej brzuch zaczął się rozluźniać.
„MOJA MIEDNICA JEST BRAMĄ ŻYCIA” — wypowiedziała. Przez ciało zaczęły przechodzić fale przyjemności— uwalniające to, co było zamrożone i napięte. Po chwili rozbrzmiał śmiech – głęboki i prawdziwy.
𝐖𝐝𝐳𝐢𝐞̨𝐜𝐳𝐧𝐨𝐬́𝐜́
W procesie integracji i powrotu do siebie klientka poczuła jak wdzięczność z jej sera płynie do serca oprawcy z dzieciństwa. Przyszedł z tym wgląd, że był on kluczem do bramy wewnętrznego piekła i raju. Bez tej drogi przez piekło nie byłoby powrotu do siebie. Bez dotknięcia każdego aspektu nieistnienia — nie byłoby tych narodzin w świetle. Klientka odnalazła w sobie niebo i ziemię.
Jak Feniks, który musi spłonąć do cna, żeby odrodzić się w ogniu przemiany, tak zdysocjowane kawałki psychiki i cząstki duszy na nowo scalają się w nowej pełni.
*****
Na sesjach jestem świadkiem wielu przebudzeń i ponownych narodzin do życia.
Nie stoję tutaj w roli wyroczni, która orzeka, czy wcielenia istnieją. Nie ma jeszcze badań, które by to rozstrzygały i nie zamierzam tego rozstrzygać zamiast nauki.
Ale widzę zmiany — namacalne, głębokie, trwałe. I to mi wystarcza. Moją rolą jako hipnoterapeutki jest uważne towarzyszenie w procesie, trzymanie bezpiecznej przestrzeni, aby klient mógł powrócić do własnego ciała, do własnego życia, do korzeni. To, co się po drodze odsłania — zależy od wrażliwości osoby i jej gotowości. Pozostaję w głębokim szacunku do wewnętrznych obrazów i podróży klientów.
Pracuję hipnozą na poziomie dzieciństwa, historii rodowych, poprzednich wcieleń oraz wcieleń równoległych.
Jeśli to, co piszę, rezonuje z Tobą i potrzebujesz realnej zmiany w swoim życiu — zapraszam na sesję.
Uliana Budzińska
psycholożka • hipnoterapeutka • wielowymiarowa terapeutka
