Dziś rano zobaczyłam tęczę na brudnej, szklanej pokrywce. I przez chwilę pomyślałam, że świat ma czasem bardzo osobliwe poczucie estetyki.
Lubicie łapać tęczę? Ja uwielbiam. Kiedy widzę ją w domu, zatrzymuję się na chwilę. Jest w niej coś niezwykłego — widzę ją wyraźnie, a jednocześnie nie mogę jej dotknąć. Przychodzi na moment i przypomina mi, jak wiele piękna mieści się w zwyczajnych chwilach.
Będąc na kuchni zastanawiałam się skąd się tam wzięła. Aby mogła się pojawić, potrzebne były dwie rzeczy, które zwykle uznałabym za bałagan. Brudna pokrywka czekająca na umycie i pozostawiona szklanka ustawiona dokładnie pod takim kątem, że wpuszczała światło tam, gdzie zwykle go nie ma.
I pomyślałam, że życie lubi się z nami bawić. Czasem właśnie to, co nie zostało odłożone na swoje miejsce, tworzy coś pięknego. Coś, czego nie zobaczylibyśmy, gdyby wszystko było idealnie poukładane.
Przygotowując śniadanie, patrzyłam na ten kawałek tęczy i miałam poczucie, że życie może do nas przemawiać również przez „pomyłki”, błędy, nieporządek. I coś, co jest jakimś „niedopatrzeniem” okazuje się częścią większego obrazu, którego wcześniej nie byliśmy w stanie dostrzec.
Może więc nie wszystko musi od razu wracać na swoje miejsce.
Może czasem warto zatrzymać się na moment i sprawdzić, jaki kolor światła pojawia się właśnie dzięki temu, że coś jest dokładnie tam, gdzie jest.
Życzę Wam dziś odrobiny tęczy. Nawet jeśli pojawi się w najmniej spodziewanym miejscu.
