Las od dawna jest dla mnie miejscem rozmów z życiem. Tym razem nauczycielami okazały się klonowe maleństwa, które otworzyły przede mną piękną metaforę przyjmowania tego, co przynosi każdy dzień.
Spacerując po lesie w deszczu, w pewnym momencie moją uwagę przyciągnęły klonowe maleństwa. Można powiedzieć, że zupełnie przypadkiem natknęłam się na przedszkole dla klonów. Tuż przy ścieżce rosły dziesiątki malutkich drzewek. Jedne miały dwa listki, inne trzy, a może pięć. Większość miała zaledwie kilkanaście centymetrów wysokości. Stały obok siebie jak rodzeństwo, otoczone innymi leśnymi roślinami.
Przez chwilę patrzyłam na nie z uśmiechem i pomyślałam, że każde z tych maleństw jest małym cudem.
Klon rozsiewa każdego roku ogromną liczbę swoich nasion. Większość z nich nigdy nie stanie się drzewem. Jedne uschną, inne zgniją, jeszcze inne zostaną zjedzone przez ptaki albo leśne zwierzęta. Tylko nieliczne trafią na odpowiednią ziemię, zapuszczą korzenie i rozpoczną swoją przygodę z życiem -tacy mali zwycięzcy.
Stojąc nad nimi z parasolem, w środku letniego deszczu, pomyślałam o nas, ludziach.
Czasem patrzymy na siebie przez pryzmat tego, czego nam brakuje. Tego, co się nie udało. Tego, ile jeszcze przed nami.
A może warto czasem zatrzymać się i zobaczyć, jak wiele już wydarzyło się po drodze. Ile okoliczności musiało się spotkać. Ile decyzji zostało podjętych. Ile przeciwności udało się przetrwać, żebyśmy dziś byli właśnie tutaj.
A potem zauważyłam coś jeszcze.
Ich liście wyglądają niemal jak małe ludzkie dłonie. Mają pięć charakterystycznych wypustek i przypominają otwartą rękę.
Na te zielone dłonie spadają teraz krople deszczu. Obmywają je. Nasycają życiodajnym eliksirem wody. Mam wrażenie, jakby te maleństwa tańczyły w deszczu. Jakby z radością przyjmowały wszystko, co przynosi ta chwila. A kiedy deszcz przeminie, przyjmą promienie słońca.
Pomyślałam, że może my także możemy żyć z tak otwartymi dłońmi. Z gotowością do przyjmowania życia takim, jakie przychodzi. Z ufnością, że zarówno deszcz, jak i słońce są częścią tej samej drogi wzrastania.
Przyszedł mi nawet do głowy pewien pomysł. Można obrysować liść klonu na kartce, a obok odrysować własną dłoń. Przyjrzeć się im – w czym są podobne, a co je różni. Następnie złożyć kartkę na pół, przybijając temu klonowemu liściowi piątkę – w geście pojednania świata ludzi i świata roślin.
Pozdrawiam Was z lasu.
