Idąc ulicą, spotkałam dwóch chłopców, może siedmio- lub ośmioletnich. Zatrzymali mnie z uśmiechem i zapytali, czy chciałabym kupić jedno z wykonanych przez nich origami za 2-3 złote. Powiedzieli, że zbierają pieniądze na wakacje.
Na małym stoliku leżały ich własnoręcznie zrobione prace. Było w nich tyle staranności, odwagi i dziecięcej nadziei, że od razu poczułam ogromne wzruszenie. Z miłą chęcią kupiłam piękne, bordowe serduszko.
Pomyślałam wtedy, że marzenia mają niezwykłą moc. Potrafią budzić kreatywność, odwagę i gotowość do działania. Mogą również otwierać ludzi na siebie nawzajem.
Chwilę później zobaczyłam, jak zatrzymują się kolejne osoby. Jedni wybierali origami, inni zostawiali trochę więcej pieniędzy. W ich gestach było tyle życzliwości i naturalnej chęci wsparcia, że zrobiło mi się naprawdę ciepło na sercu.
To spotkanie przypomniało mi, że świat bardzo często odpowiada na odwagę zrobienia pierwszego kroku. Kiedy ktoś z ufnością wychodzi do ludzi, bardzo często spotyka po drugiej stronie otwarte serca.
Wracam do domu z papierowym serduszkiem w dłoni i z dużo większym sercem w sobie.
