Słyszeliście o czymś takim jak chlebobułka? Ja do dzisiaj nie.
To słowo, a właściwie całkiem nowy neologizm, powstało u nas dzisiaj podczas śniadania. Zapytałam syna, czy chce kanapkę z chlebem, czy z bułką, a z drugiego pokoju usłyszałam:
— Z chlebobułką.
Może coś mi umknęło. Może język polski właśnie wzbogacił się o nowe słowo, którego jeszcze nie zdążyłam poznać. A skoro już padło, postanowiłam potraktować je całkiem serio. Pomyślałam sobie: skoro chleb i bułka mogą wystąpić razem, to właściwie czemu nie?
Wzięłam więc wieloziarnisty chleb, bułkę grahamkę i stworzyłam chlebobułkę. Efekt okazał się dla mojego syna sporym zaskoczeniem. Przyznam, że dla mnie również. Mimo wszystko śniadanie było udane, a nowy twór kulinarny otrzymał pełne prawa obywatelskie przy naszym stole.
Tak powstała chlebobułka — przedstawicielka nowego gatunku pieczywa, mieszańców, hybryd i kulinarnych odmieńców.
I tak sobie pomyślałam o nas, ludziach.
Lubimy wiedzieć, co jest czarne, a co białe. Lubimy kategoryzować, nazywać, porządkować i przypisywać rzeczy do określonych szuflad. Dzięki temu świat wydaje się bardziej znajomy i przewidywalny. A czasami właśnie wyjście poza określone nazwy i kategorie wprowadza do naszego życia nowe doświadczenie. Otwiera przestrzeń na poznawanie siebie z trochę innej strony. Możemy być trochę tacy i trochę inni. Możemy łączyć w sobie role i potrzeby, które na pierwszy rzut oka wydają się pochodzić z różnych światów. Możemy tworzyć własną wersję siebie. Tak jak chleb z bułką.
Dlatego kiedy następnym razem będziesz się zastanawiać, czy wybrać chleb, czy bułkę, możesz przez chwilę zatrzymać się przy trzeciej możliwości. Może jedno i drugie? A jeśli z takiego połączenia powstanie coś zupełnie nowego, tym lepiej. W końcu najciekawsze rzeczy czasami zaczynają się od słowa, którego jeszcze wczoraj nie było.
𝑈𝑙𝑖𝑎𝑛𝑎 𝐵𝑢𝑑𝑧𝑖𝑛́𝑠𝑘𝑎
P.S. Podczas sesji zdjęciowej złapałam ulotną myśl bułki:
„Jest tak blisko… czuję każde jego ziarenko. A jednak coś wciąż nas dzieli. Masło. Przeklęte masło.”