Ostatnio robiłam kuchenny remanent, porządkowałam spiżarnię i sprawdzałam, co właściwie tam mam. Przy okazji odkryłam przeróżne słoiki. Obok wielgachnych, ośmio- i pięciolitrowych słojów znalazły się również maleńkie słoiczki, mieszczące w sobie zaledwie kilka mililitrów. Te maleństwa, postawione obok ośmiolitrowego kolosa, zrobiły na mnie spore wrażenie.
Po dłuższej chwili sprzątania zorientowałam się, że te słoiki, pozbierane razem, urządziły sobie ciekawą naradę. Oto, co usłyszałam:
— Słuchajcie, ludzie co do zasady mają jakąś swoją pojemność na życie: na codzienne doświadczenia, emocje, relacje i wszystkie te sprawy, które chcieliby pomieścić w swoim dniu. Tylko czy oni zastanawiają się nad tym, jak duży jest ich wewnętrzny pojemnik i czym go każdego dnia napełniają? — zagaił ośmiolitrowy słój, wyraźnie przyzwyczajony do zabierania głosu w ważnych sprawach.
— Łatwo ci mówić! — zapiszczał maleńki słoiczek. — Ty możesz pomieścić osiem litrów, a ja ledwie kilka mililitrów. I co, mam się teraz martwić, że jestem za mały na życie?
— Nie przesadzaj — wtrącił pięciolitrowy. — Pojemność to nie wszystko. Ważne, czym jesteś napełniony.
— O, właśnie! — odezwał się słój stojący z tyłu. — Bo ostatnio słyszałem, jak ktoś mówił, że ma już wszystkiego po dziurki w nosie. I pomyślałem sobie, że może po prostu powinien się opróżnić.
— Tylko uważaj, żeby nie wylał zawartości na podłogę — mruknął najmniejszy. — Potem wszyscy będą mieli sprzątanie.
— A najgorsze — dodał ośmiolitrowy z powagą — że niektórzy przez całe życie gromadzą w sobie różne rzeczy, a potem nawet nie pamiętają, po co je zachowali.
W tym momencie wszystkie słoiki spojrzały na mnie znacząco. Nie wiem, czy to była aluzja do porządków w spiżarni, czy do czegoś znacznie poważniejszego.
Muszę przyznać, że ta rozmowa naprawdę mnie zaintrygowała. I wtedy pomyślałam o pojemności z zupełnie innej półki: o baku w samochodzie. Pomyśl sobie przez chwilę o samochodzie, którym jeździsz. Kiedy tankujesz do pełna, masz określoną ilość paliwa (zwykle to około 50–60 litrów), dzięki czemu możesz przejechać określoną liczbę kilometrów i pozałatwiać różne swoje sprawy… aż znów przychodzi czas kolejnego tankowania.
A teraz wyobraź sobie, że dokładnie tak samo możesz spojrzeć na siebie. Gdyby można było określić Twoją pojemność na życie, to ile litrów by się w Tobie zmieściło? Czy jesteś dzisiaj takim maleńkim słoiczkiem, który mieści zaledwie kilka mililitrów życiowego eliksiru, czy może masz w sobie osiem litrów, a może nawet pięćdziesiąt litrów paliwa, które pozwala Ci ruszyć w drogę i zająć się tym, co dla Ciebie jest ważne? A może jesteś jak wielka cysterna, która potrafi przewieźć dziesiątki tysięcy litrów paliwa i zaopatrzyć w nie całą stację benzynową? Pomyśl, jak to jest mieć w sobie taką przestrzeń, która pozwala Ci realizować plany, podejmować wyzwania, cieszyć się życiem i jednocześnie pozostawać w kontakcie ze sobą.
Cysterna przewozi tysiące litrów, a sama jedzie na zwykłym baku. Bywa, że ktoś wozi paliwo dla wszystkich wokół i zapomina zatankować siebie.
Nasza pojemność zmienia się przecież w zależności od wielu czynników: od tego, co przeżywamy, jak odpoczywamy, jakie relacje budujemy i jak traktujemy własne potrzeby. Czasem ogromną część naszych zasobów pochłaniają obowiązki, napięcie i próba sprostania wszystkim oczekiwaniom, które pojawiają się wokół nas. I tutaj pojawia się kolejna ciekawa sprawa. Pięciolitrowy słój miał rację: sam rozmiar pojemnika jeszcze o niczym nie przesądza. Wyobraź sobie, że masz w sobie bardzo dużo miejsca, ale przez lata gromadzisz w nim ból, cierpienie, stare urazy, ograniczające przekonania i różne historie, które nieustannie odtwarzasz w swojej głowie. Przypomina mi się tutaj gnojowica, którą wykorzystuje się w rolnictwie do nawożenia pól. Ma swoje konkretne zastosowanie, ale trudno pomylić ją z paliwem, które napędza samochód. Możesz mieć wielki zbiornik, wypełniony po brzegi. Pytanie tylko, czy wiesz, co w nim nosisz, i czy chcesz to w sobie mieć?
Kto kiedyś robił przetwory, ten wie, że zanim nastawi się coś nowego, słoik trzeba umyć i wyparzyć. Para unosi się nad garnkiem, szkło nagrzewa się w dłoniach i pachnie czystością. Dopiero wtedy jest gotowy przyjąć nową zawartość. Może i Ty potrzebujesz czasem takiego wyparzenia: wylać to, co już skwaśniało, zanim zaczniesz dolewać paliwa.
Zachęcam Cię więc do małego eksperymentu. Wyobraź sobie, że stawiasz przed sobą kilka naczyń o różnej wielkości, dokładnie tak jak ja postawiłam te słoiki w swojej kuchni. Przyjrzyj się im i wybierz to, które najlepiej oddaje Twoje obecne poczucie pojemności na życie. Pozwól, żeby pierwsze skojarzenie pojawiło się swobodnie. Być może odkryjesz, że masz w sobie dzisiaj pięćdziesiąt litrów paliwa i czujesz gotowość, żeby ruszyć przed siebie, realizować marzenia, załatwiać sprawy i korzystać z tego, co przynosi Ci dzień. A może okaże się, że Twój pojemnik mieści dzisiaj zaledwie odrobinę życiowego eliksiru i najważniejszym zadaniem będzie zatroszczenie się o siebie, zamiast oczekiwania, że będziesz funkcjonować na najwyższych obrotach.
Pomyśl też o tym, że tankowanie samochodu nie polega wyłącznie na czekaniu, aż bak będzie zupełnie pusty. Możesz zatrzymać się wcześniej, uzupełnić paliwo i ruszyć dalej z większym spokojem. Podobnie możesz uczyć się zauważać momenty, w których potrzebujesz zadbać o swoje zasoby.
Życzę Ci otwartości w odkrywaniu własnej pojemności na życie, poznawaniu swojego rytmu i szukaniu tego, co naprawdę staje się dla Ciebie życiowym eliksirem.
𝑈𝑙𝑖𝑎𝑛𝑎 𝐵𝑢𝑑𝑧𝑖𝑛́𝑠𝑘𝑎
P.S. Gnojowica prosiła o sprostowanie. Twierdzi, że w odpowiednim miejscu robi cuda. Przyznaję jej rację: na polu tak, w baku już nie.
P.P.S. A tak wyglądają bohaterowie tej opowieści bez makijażu. Najmniejszy słoiczek pragnął, abym przekazała, że on wcale nie jest mały. Jest skoncentrowany. Jak dobre espresso.
