You are currently viewing Roblox

Roblox

Ostatnio mój synek zapytał mnie:

– Mamo, jeśli urodziłem się w nocy, to co robiłaś, żeby nie zasnąć? Grałaś w Robloxa?

Muszę przyznać, że przez chwilę naprawdę musiałam się zastanowić, o co mu właściwie chodzi. Poród i zasypianie jakoś zupełnie mi się ze sobą nie łączyły.

Odpowiedziałam więc, że miałam skurcze, które stopniowo stawały się coraz silniejsze, żeby dziecko mogło przyjść na świat. Byłam wtedy ze sobą, uważna na swoje ciało, i czekałam na poród.

A on, zupełnie zdziwiony, zapytał:

– A nie nudziłaś się?

To mnie naprawdę rozbawiło. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że na poród można spojrzeć z perspektywy… nudy.

Uwielbiam dziecięce pytania. Przypominają mi, że istnieje więcej niż jedna możliwość. Mój syn zobaczył nocny poród i pomyślał o nudzie i Robloxie. Dla niego było to absolutnie logiczne.

I dlaczego miałoby nie być? To przecież jego doświadczenie świata.

On dobrze zna czekanie. Kiedy na przykład ma przyjść kolega, przychodzi do mnie i oznajmia:

– Mamo, jeszcze sześć godzin.

Po jakimś czasie wraca i marudzi:

– Mamo, jeszcze cztery i pół godziny.

Jeśli jesteś rodzicem, pewnie znasz takie sytuacje: dziecko odlicza minuty i nic innego nie jest w stanie robić. Wpatruje się w złośliwe, leniwe wskazówki zegara i próbuje z nimi negocjować na swój sposób, na przykład przekupić je delicjami albo nutellą.

Skoro więc mama na niego czekała, a on wie, jak bardzo może dłużyć się czas oczekiwania, Roblox wydawał się całkiem rozsądnym sposobem na wypełnienie nudnej porodowej nocy.

Pomyślałam wtedy, że dziecięca logika bywa niezwykle trafnym komentarzem do naszego dorosłego życia.

My, dorośli, robimy dokładnie to samo. Tylko nasze scenariusze są znacznie bardziej rozbudowane. Mamy za sobą własne historie, doświadczenia i relacje, które nauczyły nas czegoś o świecie.

Weźmy zwykłą sytuację: ktoś nie odpisuje na wiadomość. Jedna osoba pomyśli: „Pewnie jest zajęty”. Druga: „Obraził się”. Trzecia: „Ma mnie gdzieś”.

Nieustannie wyświetlamy sobie własne scenariusze. Tak naprawdę stosunkowo rzadko reagujemy na to, co się rzeczywiście wydarza – częściej na wewnętrzny film, który puszczamy sobie w głowie.

Jako ludzie mamy ogromną potrzebę dopowiadania zdarzeń i tłumaczenia ich sobie. Dzięki temu świat staje się bardziej przewidywalny i bezpieczny, a my mamy poczucie wpływu i jakiejś kontroli. Jeżeli zrobię tak, druga osoba pomyśli o mnie w określony sposób. I nagle z jednej wiadomości, z jednego spojrzenia potrafimy zbudować całą historię. Czasem znamy ją już niemal na pamięć. A przecież druga osoba może mieć w głowie zupełnie inny film.

Jak by to było wyjść poza utarty scenariusz? Wziąć głębszy wdech i pomyśleć:

„Być może jest inaczej, niż myślę”.

A potem przyjrzeć się temu, jak czuje się teraz nasze wewnętrzne dziecko.

To z tej części pochodzi nasze emocjonalne rozumienie świata. Jeśli jako dzieci musieliśmy szybko poznawać zasady otaczającej nas rzeczywistości, odczytywać nastroje, spojrzenia i milczenie dorosłych, radzić sobie z pytaniami, na które nikt nie odpowiadał – trudno się dziwić, że w dorosłym życiu gubimy się w domysłach.

Możesz uśmiechnąć się do swojego wewnętrznego dziecka i powiedzieć mu:

„Możesz nie wiedzieć”.
„Możesz zapytać”.
„Nie musisz od razu zgadywać, co ktoś miał na myśli”.
„Sprawdźmy razem, jak jest naprawdę”.

Bo czasem ktoś po prostu nie odpisał.

A mama podczas porodu…
po prostu rodziła dziecko.

I naprawdę nie potrzebowała do tego Robloxa.

𝑈𝑙𝑖𝑎𝑛𝑎 𝐵𝑢𝑑𝑧𝑖𝑛́𝑠𝑘𝑎

 

P.S. Syn wysłuchał wszystkiego uważnie i zadał jeszcze jedno pytanie: „A było tam chociaż Wi-Fi?”