Niedawno czekałam na syna w samochodzie, właśnie wracał z zajęć. Zaparkowałam pod lipami, które powoli już przekwitały. Było gorąco, więc otworzyłam szyberdach. Wtedy przyszedł mocniejszy podmuch wiatru. Niespodziewanie do samochodu wsypała się cała chmura drobnych kwiatów lipy – taki deszcz kwiatów.
I pomyślałam sobie o tym, że czasem po ślubie para młoda wychodzi z kościoła albo urzędu i zostaje obsypana ryżem albo płatkami kwiatów. Jako znak życzeń, błogosławieństwa i dobrego początku. Przez chwilę miałam dokładnie takie odczucie. Jakby życie powiedziało: „Proszę, dziś dla ciebie”.
A potem oczywiście odezwała się moja część praktyczna i bardzo szybko zamknęłam szyberdach, bo przecież zaraz będzie trzeba odkurzać auto. I śmieję się z tego teraz. To, że później trzeba coś posprzątać, nie odbiera wartości temu, że przez chwilę było pięknie.
Nie każde błogosławieństwo przychodzi w wygodnej formie.
Czasem zostawia trochę bałaganu.
𝑈𝑙𝑖𝑎𝑛𝑎 𝐵𝑢𝑑𝑧𝑖𝑛́𝑠𝑘𝑎
PS. Ponoć młode kwiaty lipy uczą się, że niektóre misje kończą się na tapicerce. Podobno jest to bardzo prestiżowe lądowanie.