Byłam ostatnio w pracowni artystycznej mojej znajomej.
I przyznam… zatrzymałam się na dłużej przy pędzlach.
Tyle różnych kształtów, grubości, faktur.
Nie miałam pojęcia, że można mieć ich aż tyle.
I przyszła do mnie taka myśl…
że my też codziennie malujemy.
Każdego dnia budzisz się
i dostajesz swoje płótno.
Czasem jeszcze czyste.
Czasem już z jakimiś śladami z wczoraj.
I zaczynasz.
Kolorami emocji.
Kształtami doświadczeń.
Wieczorem możesz spojrzeć
i zobaczyć obraz swojego dnia.
👉 Czy to Ty malujesz?
Czy raczej mówisz:
„to życie mi to zrobiło”
„to ktoś mi coś namalował”
„to się po prostu wydarzyło”?
Bo płótno i tak się wypełnia.
Zawsze.
Tylko pytanie —
czy masz w ręku pędzel.
…
I wtedy przyszła druga refleksja.
Jakimi pędzlami malujesz swoje życie?
Bo może masz ich więcej…
ale sięgasz wciąż po ten sam.
Ten, który znasz.
Ten, który jest bezpieczny.
Choć może już nie tworzy tego, czego pragniesz.
Bo może jest tak,
że od dawna używasz tylko jednego.
Cienkiego — idealnego do szczegółów,
ale którym nie da się objąć całego obrazu.
Albo szerokiego —
który szybko pokrywa wszystko,
ale nie daje miejsca na detale.
I potem mówimy:
„moje życie jest takie monotonne”
albo
„ciągle się gubię w szczegółach”.
A to nie życie.
To narzędzie.
Pędzel to świadomość.
Pędzel to sposób, w jaki dotykasz swojego dnia.
…
Zatrzymaj się na chwilę.
Jesteś teraz w jakimś momencie swojego dnia.
Może rano. Może w środku. Może wieczorem.
Zobacz swoje płótno.
Co już na nim jest?
Jakie kolory?
Jakie ślady?
A teraz…
spójrz na te pędzle.
Który Cię przyciąga?
Ten, którego zwykle nie używasz.
Ten, który jest „nie Twój”.
Ten, który trochę Cię ciekawi… i trochę niepokoi.
Weź go w wyobraźni do ręki.
I zacznij malować.
Zobacz, co się zmienia.
W obrazie.
W ciele.
🌿
Może nie potrzebujesz nowego życia.
Może potrzebujesz tylko…
innego pędzla.
𝑈𝑙𝑖𝑎𝑛𝑎 𝐵𝑢𝑑𝑧𝑖𝑛́𝑠𝑘𝑎
P.S. Zastanawiam się, czy pędzle też mają swoje ulubione farby… i czy czasem po cichu wzdychają: „No nie… znowu beż.”