Moja sałatka zaczęła się dziś w lesie. Poszłam po coś zupełnie innego, a wróciłam z mniszkiem, pokrzywą i kilkoma rzeczami, które akurat znalazły się po drodze. Potem stanęłam w kuchni i zaczęłam robić sałatkę. Nazwałam ją:
Terapeutyczna miska mocy
Lubię takie momenty, kiedy zwyczajna czynność zaczyna mówić coś ważnego o nas samych.
Miska powstaje z różnych składników. Każdy wnosi do niej coś własnego: smak, zapach, kolor, strukturę. Razem tworzą całość, która może być sycąca, przyjemna i pełna życia.
Podobnie jest z naszym kontaktem ze sobą. Czasem jemy w pośpiechu, między jednym zadaniem a drugim. Łyżka za łyżką, myśl za myślą, a ciało pozostaje gdzieś na dalszym planie. Brzuch dostaje jedzenie, podczas gdy reszta nas nadal biegnie przez dzień. A przecież jedzenie może stać się chwilą spotkania ze sobą.
Moja terapeutyczna miska mocy ma kilka ważnych składników.
Coś zielonego
Młode liście, zioła, warzywa. Zielony kolor przypomina o życiu, świeżości, wzroście i lekkości.
Coś konkretnego
Źródło białka, coś, co naprawdę karmi i daje poczucie sytości. Ciało lubi wiedzieć, że dostało coś, na czym może się oprzeć.
Coś tłustego
Oliwa, awokado, pestki, orzechy. Tłuszcz wnosi miękkość, sytość i przyjemność. Jest w nim coś kojącego.
Coś wyrazistego
Kwaśny smak, odrobina słodyczy, coś aromatycznego. Układ nerwowy lubi różnorodność, a przyjemność także jest częścią odżywiania.
I jest jeszcze jeden składnik, dla mnie najważniejszy.
Obecność.
Ten moment, kiedy odkładasz telefon.
Zwalniasz.
Czujesz zapach jedzenia.
Zauważasz jego temperaturę, strukturę i smak.
Przeżuwasz.
Dajesz sobie chwilę.
Wtedy zwykła sałatka staje się czymś więcej. Staje się małym rytuałem kontaktu ze sobą – z ciałem i z tym, co właśnie dzieje się w środku. I właśnie tutaj zaczyna się moja ulubiona magia. Magia mieści się w uważności. W chwili, w której naprawdę jesteś przy tym, co robisz. W sposobie, w jaki podajesz sobie jedzenie. W tym, że zauważasz swoje ciało i pozwalasz mu uczestniczyć w codzienności. Czasem człowiek potrzebuje przy stole czegoś jeszcze poza jedzeniem.
Potrzebuje siebie.
𝑈𝑙𝑖𝑎𝑛𝑎 𝐵𝑢𝑑𝑧𝑖𝑛́𝑠𝑘𝑎
P.S. Przypadkiem podsłuchałam rozmowę w misce.
— Ja daję odwagę — powiedziała pokrzywa.
— A czego potrzebujemy najbardziej? — zapytał ogórek.
Wtrąciłam się:
— Uważności.
W misce zapadła cisza.
— No pięknie. Znowu zrobiła z nas sesję terapeutyczną — szepnęła pokrzywa.