Mam teraz w kuchni sporo czarnego bzu. Zebrałam dojrzałe owoce do suszenia i mrożenia, więc od kilku dni moje kuchenne blaty wyglądają trochę jak mała pracownia zielarki – kiście, miski, rozsypane jagody i łodyżki. Zauważyłam, że jedne kiście były niemal idealne. Wszystkie owoce były czarne i dojrzałe. Wystarczyło je odłączyć od łodyżek i można było od razu przeznaczyć je do suszenia. Inne zaś zawierały w sobie wszystkie rodzaje jagód naraz. Były tam zielone, zupełnie niedojrzałe jagody. Owoce w kolorze różowym i czerwonym, które dopiero zmierzały w stronę dojrzałości. Czarne, gotowe do zebrania. I takie, które zdążyły już wyschnąć. Wszystkie na jednej kiści.
Przyznam szczerze, że te kiście były trudne we współpracy. Oddzielenie dojrzałych, czarnych jagód od tych wyschniętych i od zielonych zajmowało sporo czasu.I właśnie w tej monotonnej pracy przyszła do mnie pewna myśl.
Człowiek wygląda trochę jak taka różnobarwna kiść bzu.
Mamy w sobie części, które są już dojrzałe. Znamy swoje talenty, umiemy korzystać z pewnych umiejętności, wiemy, w czym jesteśmy dobrzy. To są nasze czarne, dojrzałe owoce. A tuż obok są zielone, niedojrzałe części. Są również cechy czy umiejętności, z których kiedyś korzystaliśmy, a dzisiaj pozostają gdzieś w uśpieniu.
Co więcej – każdy człowiek dojrzewa nierównomiernie.
Na ogół patrzymy na siebie jak na gotowy zbiór cech. Wybieramy te części, które dobrze znamy, rozwijamy je, pokazujemy światu i zaczynamy utożsamiać z nimi całych siebie. „Taka już jestem”. „W tym jestem dobra”. A przecież pod spodem cały czas dojrzewają kolejne owoce.
Zaczęłam się zastanawiać, skąd ta różnorodność wśród moich zebranych bzów. Przeanalizowałam miejsca zbiorów. Zauważyłam, że krzewy rosnące w otwartej przestrzeni, mające dużo słońca, miały kiście, na których owoce dojrzewały bardziej równomiernie. Te rosnące głęboko w zaroślach, w cieniu i gąszczu, miały na jednej kiści całą historię dojrzewania.
Pomyślałam wtedy o dzieciństwie. O tym, jak wiele naszych lat spędzamy w warunkach, które uczą nas przede wszystkim przetrwania, dopasowania, czujności i odnajdywania sobie miejsca – rodzinny gąszcz, szkolne chaszcze i kolczaste relacje. Człowiek szuka wtedy swojego kawałka słońca. Czasem znajduje go w nauce albo w wyobraźni, w pomaganiu innym lub w byciu odpowiedzialnym. I właśnie te części mogą bardzo szybko dojrzeć, stając się naszymi mocnymi stronami. A inne części pozostają zielone. Czekają na bezpieczeństwo, więcej przestrzeni i miłości.
Każdy z nas ma takie zielone, jeszcze niepoznane części. Możemy otworzyć się na nie z ciekawością i uznać, że w naszym życiu wciąż jest przestrzeń na coś nowego. Mogą pojawić się talenty, których dzisiaj nawet w sobie nie podejrzewamy. Możemy zaciekawić się tą tajemnicą. Gdy przyjdzie czas, to nawet te najbardziej zielone części otworzą się na swoją własną pełnię.
A ja siedząc dzisiaj nad tym czarnym bzem, sama jestem ciekawa, co jeszcze we mnie dojrzeje.
𝑈𝑙𝑖𝑎𝑛𝑎 𝐵𝑢𝑑𝑧𝑖𝑛́𝑠𝑘𝑎
P.S.
– Powinnaś już dojrzeć – powiedziała czarna jagoda do zielonej.
– Ja tam siebie lubię taką, jaka jestem. Poza tym w czerni mi nie do twarzy – odpowiedziała zielona.